Podczas rozwodu nie walczyłam o opiekę nad synem ani o ani grosz z jego majątku; postawiłam tylko jeden warunek, który zaakceptował z okrutnym uśmiechem: że zabiorę ze sobą jego matkę. Zapłacił mi nawet 5000 dolarów, żeby pozbyć się tego „ciężaru”.

Kiedy rozwiodłam się z Álvaro Rivasem, nie walczyłam o dom, pieniądze, ani nawet o opiekę nad moim synem Mateo. Po latach batalii sądowych byłam zbyt wyczerpana.

Zgodziłem się na kilka wizyt i stłumiłem gniew, prosząc w zamian tylko o jedno:

„Zabieram twoją matkę.”

Álvaro zgodził się natychmiast, płacąc mi nawet 5000 euro, żebym ją zabrał.

Jego matka, Carmen, mieszkała z nami od lat. Z wyglądu krucha, ale bystra, pamiętała wszystko – zwłaszcza kłamstwa Álvara. Dlatego chciał się jej pozbyć.

Przeprowadziliśmy się do małego mieszkania i żyliśmy spokojnie. Ale miesiąc później Carmen zabrała mnie do notariusza i wyjawiła mi prawdę: była właścicielką 62% firmy Álvara. Prowadził ją tylko dlatego, że na to pozwoliła.

Tego samego dnia odebrała mu tę moc.

Potem wszystko, co zbudował Álvaro, legło w gruzach. Razem odkryliśmy dowody defraudacji, fałszywe podpisy i nadużycia funduszy firmowych. Kiedy Carmen mu przerwała, ogarnęła go panika. Zaczął się awanturować, dzwonił, groził, a nawet próbował doprowadzić do uznania jej za niepoczytalną.

Ale mu się nie udało.