CZĘŚĆ 1
34-letnia Elena stała w kuchni swojego mieszkania w Riverside, z telefonem przy uchu, wsłuchując się w ciszę, która wydawała się nie na miejscu. Połączenie się zakończyło – a przynajmniej tak jej się zdawało.
„Kocham cię” – powiedział Diego chwilę wcześniej ciepłym i znajomym głosem. „Chciałem tylko sprawdzić, co słychać, zanim kolacja się rozkręci – wiesz, jak to jest z imprezami Hugo”.
Uśmiechnęła się, powiedziała mu, żeby się dobrze bawił, usłyszała kliknięcie... a potem nic.
Już miała się rozłączyć, gdy usłyszała – stłumione głosy, śmiech, brzęk kieliszków. Linia wciąż była otwarta, telefon zapomniany gdzieś w kieszeni, nieświadomie transmitujący wszystko.
„Kiedy w końcu zamierzasz działać?” – zapytał męski głos, prawdopodobnie Hugo.
„Za dwa miesiące” – odpowiedział swobodnie Diego, jakby omawiał coś błahego. „Muszę poczekać, aż wycena firmy zostanie sfinalizowana. Kiedy dokumenty będą miały datę sprzed pozwu, jej prawnik nie będzie mógł ich ruszyć”.
Elena zamarła. Jej uścisk na telefonie zacisnął się mocniej.
„Sprytne” – powiedział inny głos. „Jak długo to planowałeś?”
„Od czasu awansu” – Diego się zaśmiał – tym samym śmiechem, który znała, tym, którym się śmiał, gdy był z siebie dumny.
„W chwili, gdy została partnerką, wiedziałam, że wypłata będzie tego warta. Kalifornia to stan, w którym obowiązuje wspólnota majątkowa. Musiałam tylko poczekać na odpowiedni moment”.
Ktoś cicho zagwizdał.
„To jest zimne.”
„To nie jest zimne, to praktyczne” – odpowiedział Diego. „Zajmuję się nią od trzech lat. Dbam o jej szczęście, pomagam jej się skupić. Myśli, że razem coś budujemy… ale ja tylko czekam, żeby zarobić”.
Elena powoli opadła na krzesło, jej nogi straciły stabilność.
„A Valeria?” zapytał Hugo.